najtańsze części samochodowe - Opony - Mamuśki - cynkowanie - prezenty - ostroleka - Calling Cards to India - bramka sms orange - Kompresory - projekty domów - Przepisy

alveo | alveo Opowieść wojenna » Blog Archive » Ferelne lądowanie

Ferelne lądowanie

Jack widział, jak prom sunie po niebie, wlokąc za sobą wstążki dymu z bocznych dysz. Wykonując ostatni zwrot, by zrównać się z pasem lądowania, wyglądał jak jasna srebrna drzazga. Jego entuzjazm podzielało ponad trzydziestu mechaników obsługi naziemnej. Każde lądowanie wahadłowca jest wielkim świętem, sukcesem, który głęboko porusza ludzi, obserwujących je z ziemi. Wszystkie oczy zwrócone były teraz w niebo, wszystkie serca biły przyspieszonym rytmem, wszyscy patrzyli na tę srebrną drzazgę, na ich maleństwo, szybujące w stronę lądowiska. Jack wlepił wzrok w zbliżający się prom. Leciał zaledwie sto stóp nad ziemią z szybkością trzystu mil na godzinę. Nie było widać kół. W tłumie zapadła nagle martwa cisza. Świąteczny nastrój ustąpił miejsca niedowierzaniu i zgrozie. Opuśćcie je! Opuśćcie podwozie!  Prom znajdował się siedemdziesiąt pięć stóp nad pasem, szedł idealnym kursem. Dziesięć sekund do lądowania. Tylko ktoś z załogi mógł opuścić podwozie. Żaden komputer nie mógł przesunąć dźwigni, nie mógł wykonać tego, co wymagało udziału ludzkiej ręki. Żaden komputer nie mógł ich uratować. Pięćdziesiąt stóp. Prędkość nadal wynosiła dwieście mil na godzinę. Jack nie chciał oglądać tego, co się zaraz wydarzy, lecz nadal stał jak zahipnotyzowany. Nie był w stanie odwrócić wzroku. Widział, jak pierwszy uderza o ziemię ogon, wzniecając deszcz iskier i wyrzucając w górę potrzaskane płytki termiczne. Usłyszał krzyki i jęki obsługi naziemnej, gdy dziób Discovery rąbnął o pas. Prom zaczął przechylać się na bok, zostawiając za sobą wir szczątków. Jedno ze skrzydeł oderwało się i przecięło powietrze niczym czarna kosa. Prom sunął dalej po ziemi z ogłuszającym zgrzytem. Po chwili odłamało się i roztrzaskało na kawałki drugie skrzydło. Discovery zsunął się z pasa na pustynię i w górę wzniosła się ogromna chmura pyłu, zasłaniając na moment widok. Jackowi puchły uszy od krzyków mechaników, sam nie był jednak w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku ani się poruszyć; wstrząs sparaliżował go do tego stopnia, że miał wrażenie, iż opuścił własne ciało i unosi się niczym duch w jakimś koszmarnym wymiarze. A potem chmura kurzu zaczęła opadać i zobaczył prom, który leżał niczym ranny ptak pośród straszliwego pejzażu potrzaskanych części. Obsługa naziemna nagle obudziła się z letargu. Zagrały silniki, Jack i Bloomfeld skoczyli do ambulansu, który podskakując na wybojach pomknął ku miejscu katastrofy. Przez ryk silników konwoju Jack usłyszał inny dźwięk, świdrujący i złowieszczy. Helikoptery również wystartowały. Ambulans gwałtownie zahamował. Jack i Bloomfeld, obaj z zestawami pierwszej pomocy w rękach, wyskoczyli w chmurze pyłu na ziemię. Od Discovery dzieliło ich jeszcze sto jardów. Helikoptery zdążyły już wylądować, formując krąg wokół promu. Zagradzając drogę konwojowi. Jack zaczął biec w stronę wahadłowca, gotów dać nurka pod wirującymi łopatami wirników. Zatrzymano go, zanim dotarł do pierwszego z helikopterów.

Leave a Reply